niedziela, 20 lutego 2011

Szantowy

Oczywistą oczywitością jest, że Kazimierz Staszewski wielkim artystą jest. Dlatego nie odbiera Fryderyków :D

"Po co mi , po co mi,
Po co mi , po co mi
Skarby świata całego
nie wiem jak , nie wiem kto
przecież nigdy nie wypije wszystkiego
z nami chodź, z nami chodź
nie stój tutaj
coś się tutaj dziś stanie
wynocha , wynocha
jesteś przecież , kompletnie rozjechany
ale nim pójdę jeszcze jedna rzecz, precz

Powiedz mi, powiedz mi,
powiedz mi, powiedz mi,
co się z nami stanie
kiedy ja kiedy ty
razem pójdziemy na spotkanie
zobaczą wszyscy gdzie się szlajamy
zobaczą jak wyglądamy
ty wynoś się wynoś się
jesteś przecież kompletnie najebany
ale nie pójdę jeszcze jedna rzecz, precz

Po co mi , po co mi ,
Po co mi, po co mi ,
wszystkie flaszki świata
nie wiele czasu zostało mi tu
aby nauczyć się latać
skoro tak, skoro tak, skoro tak, skoro tak
musimy się wyrabiać
po to by móc zdarzyć przed wszystkimi
musimy sobie pomagać
ale nie pójdę jeszcze jedna rzecz, precz

A po co mi , po co mi ,
po co mi ,po co mi
to całe świata badziewie
tylko ten jeden szczęśliwy jest
co naprawdę nic nie wie
tylko tak , tylko tak, tylko tak, tylko tak
drogę nasza poznamy
nie pójdziesz ze mną jesteś przecież zupełnie rozjechany
ale nim pójdę jeszcze jedna rzecz, precz"

Wstyd, że tak późno odkryłem ten tekst. Pieśń z którą można iść przez lata trzydzieste. Ciągle szukamy daleko tego, co pod nosem mamy.
Tak Stanisławskie, a jednak tak Kazimierzowskie.
Aż się gęba śmieje :D

piątek, 18 lutego 2011

Marta Kaczyńska i Marcin Dubieniecki

Chcąc, nie chcąc muszę oglądać wiadomości telewizyjne. Słuchać bełkotu płynącego z ust szeroko pojmowanych osób publicznych. Słucham i uszom nie wierzę. Słyszę cynicznego delikwenta, który wykorzystuje śmierć rodziców swojej żony, żeby ugrać jak najwięcej w trakcie swoich 10 sekund sławy. Słyszę kobietę której autentycznie współczułem, teraz czuję niesmak.

28.02.2011
PS - Po odsłuchaniu wypowiedzi pana Marcina dla "Dziennika Bałtyckiego" już wiem, że to nie karierowicz. To zwykły prostak.

wtorek, 1 lutego 2011

Przepaść polsko-czeska

Jest wiele powodów dla których uważam Czechów za wzór zdrowego rozsądku, poczucia humoru, przedsiębiorczości itd., itp. Długo by wymieniać. Następny argument trafił do mnie niedawno. Co robi Polak, gdy zapruszy głowę w knajpie, a na imprezę wybrał się samochodem? Jedzie autem do domu po pijaku, zrzuca się ze znajomymi na taksówkę, albo jedzie sam, i z własnej kieszeni pokrywa rachunek, co kończy się domową dziurą budżetową, jeśli mieszka np. w podtoruńskiej Pigży. Nasi południowi sąsiedzi znaleźli rozwiązanie nierozwiązywalnego. Dzwonisz pijany z knajpy i prosisz o taksówkę z dwoma kierowcami. Jeden wiezie Ciebie, drugi prowadzi Twoje autko. Za całą przyjemność płacisz mniej niż za normalny kurs. Rządzący umożliwiają Ci rozsądne wyjście z sytuacji dopłacając firmom taksówkarskim do takich kursów. Szok, nieprawdaż? Nie do pomyślenia w prywislanskim kraju. W Polsce dalej króluje mentalność rodem z komuny, może nawet zaborów. Represyjne podejście do obywatela, którego trzeba karać, lać, gnębić, żeby nie przyszła mu ochota podnieść głowy znad koryta i spojrzeć w niebo.

środa, 26 stycznia 2011

Śmierć dwulatki

Zawsze w takiej sytuacji w tyle głowy jest myśl. A jeśli to wszystko nieprawda. A jeśli tylko dlatego, że raz (w sposób obrzydliwy a okrutny) powinęła mu się noga nikt nie pomyśli, by dać wiarę jego słowom. A jeśli wydzierająca się i grożąca mu śmiercią tłuszcza wydała wyrok na niewinnego człowieka? Perspektywa takiego życia budzi prawdziwe przerażenie.
I kto tutaj jest tłuszczą?


PS - Jak zawsze przy typowych hardcore`ach zostają zgliszcza. Psychicznie zmiażdżeni ludzie. Mecz z samymi przegranymi.

:(

czwartek, 20 stycznia 2011

Słowo się rzekło, kobyła u płotu

Straszne rzeczy się dzieją. Zwichrowani psychicznie kolesie mordują ludzi, gwałcą nastolatki, wsie stoją pod wodą, a rządzą nami zdrajcy i ruscy agenci.
Furda.
Są ważniejsze, a przede wszystkim przyjemniejsze rzeczy :D
Pisano o nim w 1608 roku: „... siła psia znaczy się grzbietem, który ma być kształtny, kościsty, pieczeniasty i długi. Pod takim grzbietem noga żyłowata (bo siłę psią nie do zapasów tu kładziemy, ale do biegu, nie jako frezowi, ale jako zawodnikowi). Stopa ma być podługowata, bo pies z krótką stopą każdy się poodbija, co wada wielka, i nic mu po wszystkiem. Cuch zasię znaczy się nosem a trąbą, bo nosem wiatru nabiera, a trąba go mózgowi podaje. Stąd że nos ma być wielki, nozdrza przestronna, wilgotna, a pospolicie dobry leżąc rad nosem rucha, jakoby wąchając wszystko. Trąba zasię ma być niezagarlona, między oczami przestronna, długa.”
( Jan hr. Ostroróg - „Myślistwo z ogary” )
Za młodu wyglądają ślicznie, jak wszystkie szczeniaki, poniżej przykład:


źródło: http://www.polskiogar.com/

Szczególną uwagę zwracam na mistrza drugiego planu, indywiduum z przy lewej krawędzi kadru :)
Mniejsza z tym jak za młodu. Ważne,że niedługo spełnimy długo spychane na drugi plan pragnienie posiadania psa. Nie jakiegokolwiek. Takiego właśnie. Z taką historią, i tak wyglądającego. Długo można by mówić. Z wielką radością zostawiam tu ślad podjęcia nieodwracalnych kroków w celu przyjęcia do stadła ogara polskiego.
Przybliżony czas przybycia długouchego zawodnika: koniec lata/wczesna jesień.
Mam cichą nadzieję, że to początek pięknej sfory ;)