I gdzie się wydarzyło? W Łodzi. Jak nic miasto szatana.
20.10.2010
PS - Strach teraz napisać cokolwiek krytycznego na temat PiSu i Jarosława, bo zaraz będzie się miało na karku zarzuty o podżeganie lub pomocnictwo. Obłęd.
wtorek, 19 października 2010
Walka Torunia o ESK 2016
Następna część story o tym jak dzielnie walczyliśmy o ESK. Historia zasłyszana w kuluarach.
Dawno, dawno temu, w niewielkim miasteczku nad Wisłą, ktoś wpadł na błyskotliwy pomysł walki o tytuł ESK 2016. Burgermeister wyobraził sobie splendor jaki wraz z tym tytułem spłynie na jego dominium. Zawezwał tedy swoich posłańców, by rozjechali się na cztery strony świata, aby wiedzy wszelakiej garściami nabrać, i burmistrzowi swemu plany bitewne nakreślić, nim decyzja ostatecznie zapadnie. Wasz dziejopis podąży za jednym z rycerzy okrągłego stołu, który udał się zasięgnąć języka u mędrca miasta południa, które walkę takową wygrało. W swej łaskawości nobliwy mężczyzna sam zaproponował posłańcowi pogwarkę. Ruszył tedy rycerz, ze swoim woźnicą w długą, a niebezpieczną podróż. Gdy emisariusz dotarł do wyszynku w którym było umówione spotkanie zasiedli do stołu. Nie wiedzieć czemu woźnica zasiadł razem z możnymi, wiedzę tajemną spijając z ust mędrca. Poza wiedzą posłańcy spijali, miody wszelakie, winami węgierskimi się raczyli. Rycerzowi, który nie był wszak ułomkiem, okowita w czub poszła. Z każdym wychylonym kielichem mniej słuchał mędrca, a więcej swe mądrości prawił. Skryby nie piszą, czy woźnica w mądrości rzeczeniu rycerzowi sekundował, dalibóg w spijaniu nie pomagał, co by lejc nie stracić. Mędrzec zadziwiony posłańca zachowaniem taktownie podziękował za poczęstunek, i wyszynk opuścił. Wychodząc pomyślał: "Nie potrzebują oni wiedzy mojej, wszak buta i nieomylność z posłańca tego biją. Jeśli posłaniec tak hardy, cóż rzec można o włodarzu?". Wrócił tedy posłaniec z niczym.
Drogie dzieci, morał z tej opowieści taki. Jeśli ktoś mądrzejszy chce Wam pomóc, to morda w kubeł i słuchajcie, a może dowiecie się czegoś co Wam pomoże w osiągnięciu celu.
Dawno, dawno temu, w niewielkim miasteczku nad Wisłą, ktoś wpadł na błyskotliwy pomysł walki o tytuł ESK 2016. Burgermeister wyobraził sobie splendor jaki wraz z tym tytułem spłynie na jego dominium. Zawezwał tedy swoich posłańców, by rozjechali się na cztery strony świata, aby wiedzy wszelakiej garściami nabrać, i burmistrzowi swemu plany bitewne nakreślić, nim decyzja ostatecznie zapadnie. Wasz dziejopis podąży za jednym z rycerzy okrągłego stołu, który udał się zasięgnąć języka u mędrca miasta południa, które walkę takową wygrało. W swej łaskawości nobliwy mężczyzna sam zaproponował posłańcowi pogwarkę. Ruszył tedy rycerz, ze swoim woźnicą w długą, a niebezpieczną podróż. Gdy emisariusz dotarł do wyszynku w którym było umówione spotkanie zasiedli do stołu. Nie wiedzieć czemu woźnica zasiadł razem z możnymi, wiedzę tajemną spijając z ust mędrca. Poza wiedzą posłańcy spijali, miody wszelakie, winami węgierskimi się raczyli. Rycerzowi, który nie był wszak ułomkiem, okowita w czub poszła. Z każdym wychylonym kielichem mniej słuchał mędrca, a więcej swe mądrości prawił. Skryby nie piszą, czy woźnica w mądrości rzeczeniu rycerzowi sekundował, dalibóg w spijaniu nie pomagał, co by lejc nie stracić. Mędrzec zadziwiony posłańca zachowaniem taktownie podziękował za poczęstunek, i wyszynk opuścił. Wychodząc pomyślał: "Nie potrzebują oni wiedzy mojej, wszak buta i nieomylność z posłańca tego biją. Jeśli posłaniec tak hardy, cóż rzec można o włodarzu?". Wrócił tedy posłaniec z niczym.
Drogie dzieci, morał z tej opowieści taki. Jeśli ktoś mądrzejszy chce Wam pomóc, to morda w kubeł i słuchajcie, a może dowiecie się czegoś co Wam pomoże w osiągnięciu celu.
poniedziałek, 18 października 2010
In vitro i poboczności
Rozpętała się dyskusja o in vitro. Co bardziej twardogłowi księża stanęli na barykadzie, tupiąc nóżką i pohukując o ekskomunice. Jako że kler to narodek tyleż butny, co dwulicowy pogrzebałem w sieci (co ja bym bez niej zrobił?:)), szukając jak Kościół Katolicki podchodzi do problemu śmierci płodów/nienarodzonych dzieci.
Co się okazało?
Z wielkim zapałem różne "pro life organization", przy aprobacie KK organizują pogrzeby płodów usuniętych na drodze aborcji. Sprawa ma się cokolwiek inaczej, jeśli chodzi o pogrzeb płodu który uległ (to chyba nie najlepsze słowo) naturalnemu poronieniu. Znalazłem sporo wypowiedzi rodziców, którzy mieli z tym problem. Oczywiście najczęściej pogrzebu, zwanego także pokropkiem, odmawiali proboszcze z wiejskich parafii, bądź małych miasteczek. Co bardziej światli, czyli ci którzy widzą ile już owieczek do siebie zrazili, nie czynili wstrętów.
Co mówi o tym Kodeks Prawa Kanonicznego?
Ano pośrednio dopuszcza takowe pogrzeby. Z naciskiem na pośrednio.
Kan. 1183 § 2. Ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem.
Są naprawdę świetni w niedomówieniach. Rozumiem, że pisząc "dzieci", autor miał na myśli także te nienarodzone, ale co to znaczy "może zezwolić"? To samo co "może odmówić"? Pełna dowolność? Czyli poroniony płód/dziecko może, a nie musi być uznane za godne pochówku, natomiast zapłodnienie "w szkle" jest jakimś bezbożnym posunięciem. Niepojęte.
W trakcie poszukiwawczej galopady w sieci natknąłem się na forum wiara.pl.
"Po drugie: dziecko nienarodzone ma już rozum. Nie używa go jeszcze, ale i przez kilka lat po narodzeniu jeszcze go nie wykorzystuje za bardzo. Oczywiście rozum to nie jest mózg. Dodam tylko, że za miejsce "zamieszkania" rozumu przyjąłem w tym momencie mózg. Tak naprawdę nie wiem gdzie "mieszka" rozum i raczej nikt nie wie."
Gdzie jest słonko, kiedy śpi...
Mocne, prawda? Ciekawe gdzie by zamieszkał rozum gdyby nie było mózgu? Podobno faceci myślą przyrodzeniem, więc może tam? :) Stwierdzenie o nieużywaniu rozumu przez dziecko w pierwszych latach życia pozostawię bez komentarza.
"Po trzecie Msza pogrzebowa może być odprawiona, a Kościół nakazuje wręcz grzebać dzieci nieochrzczone"
Nakazuje? Ale gdzie?
Jednym słowem katolicyzm ludowo-obrzędowy w natarciu.
Aha, KK w 1984 roku stwierdził, że dzieci nieochrzczone trafiają do nieba, bo Bóg jest miłością i chce je wszystkie u siebie. Dobre i to.
I z troszeczkę innej beczki.
Minister do spraw równouprawnienia p. Elżbieta Radziszewska wysłała urzędowy list do Episkopatu Polski, szukając rady w sprawie przyszłej ustawy o równouprawnieniu płci. Oto część odpowiedzi ks. dr. Jarosława Mrówczyńskiego:
„Pojawia się wątpliwość, czy istnieje konieczność tworzenia w polskim systemie prawnym regulacji lex generalis w zakresie równego traktowania. Wydaje się, że nie ma takiej potrzeby. Natomiast wyrażona w projekcie ustawy koncepcja standardów w zakresie równego traktowania może okazać się niebezpiecznym otwarciem podporządkowania Polski bliżej nieokreślonym naciskom”
Zwolennikiem parytetów nie jestem, ale to co przeczytałem zamiotło mnie. Za kogo oni się uważają?
Co się okazało?
Z wielkim zapałem różne "pro life organization", przy aprobacie KK organizują pogrzeby płodów usuniętych na drodze aborcji. Sprawa ma się cokolwiek inaczej, jeśli chodzi o pogrzeb płodu który uległ (to chyba nie najlepsze słowo) naturalnemu poronieniu. Znalazłem sporo wypowiedzi rodziców, którzy mieli z tym problem. Oczywiście najczęściej pogrzebu, zwanego także pokropkiem, odmawiali proboszcze z wiejskich parafii, bądź małych miasteczek. Co bardziej światli, czyli ci którzy widzą ile już owieczek do siebie zrazili, nie czynili wstrętów.
Co mówi o tym Kodeks Prawa Kanonicznego?
Ano pośrednio dopuszcza takowe pogrzeby. Z naciskiem na pośrednio.
Kan. 1183 § 2. Ordynariusz miejsca może zezwolić na pogrzeb kościelny dzieci, których rodzice mieli zamiar je ochrzcić, a jednak zmarły przed chrztem.
Są naprawdę świetni w niedomówieniach. Rozumiem, że pisząc "dzieci", autor miał na myśli także te nienarodzone, ale co to znaczy "może zezwolić"? To samo co "może odmówić"? Pełna dowolność? Czyli poroniony płód/dziecko może, a nie musi być uznane za godne pochówku, natomiast zapłodnienie "w szkle" jest jakimś bezbożnym posunięciem. Niepojęte.
W trakcie poszukiwawczej galopady w sieci natknąłem się na forum wiara.pl.
"Po drugie: dziecko nienarodzone ma już rozum. Nie używa go jeszcze, ale i przez kilka lat po narodzeniu jeszcze go nie wykorzystuje za bardzo. Oczywiście rozum to nie jest mózg. Dodam tylko, że za miejsce "zamieszkania" rozumu przyjąłem w tym momencie mózg. Tak naprawdę nie wiem gdzie "mieszka" rozum i raczej nikt nie wie."
Gdzie jest słonko, kiedy śpi...
Mocne, prawda? Ciekawe gdzie by zamieszkał rozum gdyby nie było mózgu? Podobno faceci myślą przyrodzeniem, więc może tam? :) Stwierdzenie o nieużywaniu rozumu przez dziecko w pierwszych latach życia pozostawię bez komentarza.
"Po trzecie Msza pogrzebowa może być odprawiona, a Kościół nakazuje wręcz grzebać dzieci nieochrzczone"
Nakazuje? Ale gdzie?
Jednym słowem katolicyzm ludowo-obrzędowy w natarciu.
Aha, KK w 1984 roku stwierdził, że dzieci nieochrzczone trafiają do nieba, bo Bóg jest miłością i chce je wszystkie u siebie. Dobre i to.
I z troszeczkę innej beczki.
Minister do spraw równouprawnienia p. Elżbieta Radziszewska wysłała urzędowy list do Episkopatu Polski, szukając rady w sprawie przyszłej ustawy o równouprawnieniu płci. Oto część odpowiedzi ks. dr. Jarosława Mrówczyńskiego:
„Pojawia się wątpliwość, czy istnieje konieczność tworzenia w polskim systemie prawnym regulacji lex generalis w zakresie równego traktowania. Wydaje się, że nie ma takiej potrzeby. Natomiast wyrażona w projekcie ustawy koncepcja standardów w zakresie równego traktowania może okazać się niebezpiecznym otwarciem podporządkowania Polski bliżej nieokreślonym naciskom”
Zwolennikiem parytetów nie jestem, ale to co przeczytałem zamiotło mnie. Za kogo oni się uważają?
czwartek, 14 października 2010
Hi,Hi, Hi, Ha, Ha, Ha, już nie będzie ESKa ;P
Stało się. Mędrcy przemówili.
Miasteczko istniejące w mentalności zbiorowej Polaków tylko dzięki piernikom, UMK, krzyżakom i Rydzykowi (kolejność dowolna), odpadło. Razem z drugim miasteczkiem, którego ambicje bycia ESK były jeszcze bardziej niezrozumiałe niż miasteczka pierwszego. Toruniewo nie przekonało, że może stać się Europejską Stolicą Kultury. Dlaczego? Ano dlatego, że od początku wszyscy brali się do tego jak, pardon my french, jeż do jebania. Dlatego, że powinno się cenić siły na zamiary. Jeżeli odpadła Łódź, która profesjonalizmem i rozmachem kampanii promocyjnej miażdżyła nieudolne toruńskie próby, to nie mamy się czego wstydzić.
Prawda? Gówno prawda.
Podoba mi się ta wypowiedź prezydenta Michała: "Udowodnimy, że Toruń kulturą stoi i z pewnością będziemy realizować program zawarty w aplikacji." Już udowodniliście, gdyby stał to by wygrał. No i po co realizować przegrany program? Bo tak?
Zatem skoro wszystko wróciło do normy, to żądam przywrócenia lokalu "Krzywa Wieża". Nie musicie przywracać do stanu poprzedniego, tak jak teraz, też jest nieźle :P To pierwsze primo. Drugie primo, to podsumowanie ile kasy poszło na ten utopijny projekt. A trzecie primo, czyli tertio, kogo będzie można ukamieniować za tą kilkuletnią szopkę. Bo innych konsekwencji to chyba nie będzie :)
Współczuję lokalnej braci pismaczej. Taki śliczny samograj zdechł. Żarło, żarło i zdechło. A strony zaczerniać trzeba;)
PS - Pampeluna odpadła, Toruń odpadł. Rodzi się nowa świecka (a może jednak religijna?) tradycja. Po przegranej miasta wymieniają się pomnikami :D
Miasteczko istniejące w mentalności zbiorowej Polaków tylko dzięki piernikom, UMK, krzyżakom i Rydzykowi (kolejność dowolna), odpadło. Razem z drugim miasteczkiem, którego ambicje bycia ESK były jeszcze bardziej niezrozumiałe niż miasteczka pierwszego. Toruniewo nie przekonało, że może stać się Europejską Stolicą Kultury. Dlaczego? Ano dlatego, że od początku wszyscy brali się do tego jak, pardon my french, jeż do jebania. Dlatego, że powinno się cenić siły na zamiary. Jeżeli odpadła Łódź, która profesjonalizmem i rozmachem kampanii promocyjnej miażdżyła nieudolne toruńskie próby, to nie mamy się czego wstydzić.
Prawda? Gówno prawda.
Podoba mi się ta wypowiedź prezydenta Michała: "Udowodnimy, że Toruń kulturą stoi i z pewnością będziemy realizować program zawarty w aplikacji." Już udowodniliście, gdyby stał to by wygrał. No i po co realizować przegrany program? Bo tak?
Zatem skoro wszystko wróciło do normy, to żądam przywrócenia lokalu "Krzywa Wieża". Nie musicie przywracać do stanu poprzedniego, tak jak teraz, też jest nieźle :P To pierwsze primo. Drugie primo, to podsumowanie ile kasy poszło na ten utopijny projekt. A trzecie primo, czyli tertio, kogo będzie można ukamieniować za tą kilkuletnią szopkę. Bo innych konsekwencji to chyba nie będzie :)
Współczuję lokalnej braci pismaczej. Taki śliczny samograj zdechł. Żarło, żarło i zdechło. A strony zaczerniać trzeba;)
PS - Pampeluna odpadła, Toruń odpadł. Rodzi się nowa świecka (a może jednak religijna?) tradycja. Po przegranej miasta wymieniają się pomnikami :D
poniedziałek, 4 października 2010
Katastrofa Smoleńska pół roku później
Za rosyjskimi demotywatorami:
- Ilu Polaków potrzeba do ścięcia brzozy?
- 96 i jednego Tupolewa.
- Ilu Polaków potrzeba do ścięcia brzozy?
- 96 i jednego Tupolewa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)