czwartek, 28 października 2010

"na moje niebo wlata"


Leci toto, z lewej na prawą, z prawej na lewą, pocięło toto moje niebo na kawałki. Albo sieć zastawia. Nieważne. Ważne, że wróg jest jasno określony. Liotczik :)

Ryszarda C. w biurze poselskim hasanie

Z szaleńca wyrósł, w moich oczach, na bohatera.

Czy jest szaleńcem facet, który rozsądnie zamyka swoje życie? Sprzedaje dom, żegna się z firmą? Pomyśl. Znasz w przybliżeniu datę swojego zejścia. Patrzysz na otaczający Cię shit i myślisz, że nie masz nic do stracenia. Nie czujesz tego w sobie? Tego szczerego wkurwu który eksplodował w Ryśku? Znasz to. Doskonale to znasz. Czy żegnając się ze światem nie przyszedłby Wam do głowy podobny numer? Ot tak. Bo mogę. Bo mam na tyle odwagi. Nieważne który, Niesiołowski, Kaczyński, Tusk, Kurski czy Komorowski.

Chyba rozumiem Ryszarda.

Panowie ze służb, to tylko dywagacje, nie mam kasy na wstawianie nowych futryn :P

Rysiu, może i masz odrobinę nierówno pod bańką.
Dla mnie to było kozackie.

środa, 20 października 2010

Kuchnia.tv

A dokładnie prezenterzy kulinarni.

Przyznaję bez bicia, nałogowo oglądam ten kanał. Lubię wszystko co jest związane z gotowaniem, jedzeniem i jego serwowaniem. Uwielbiam oglądać ludzi, którzy z pasją tworzą posiłki. Uwielbiam jeść. Jeśli ktoś kojarzy skecz z Jedzerem, z filmu "Hi Way", może sobie wyobrazić mnie przy posiłku ;) Niedościgłym mistrzem wśród "jedzerów" jest Miły, ale to zupełnie inna historia.

Nie lubię natomiast udawanego "jedzerstwa", które obserwuję w prawie każdym programie kulinarnym. Pod koniec, prezenter smakuje przyrządzoną przez siebie potrawę. Zazwyczaj w tym miejscu wkrada się fałszywa nuta. Nim rozprowadzi językiem, nim rozdrobni szczękami, nim do kubków smakowych dotrze pełen bukiet, z ich gardła wydobywa się przeciągłe: "Mmmmmmmmm". Odrobinę za wcześnie moi drodzy, sekundę, ułamek sekundy za szybko. Ciężko mi uwierzyć, że nim dobrze zamkniecie usta, powala Was smak stworzonej potrawy ;)

wtorek, 19 października 2010

Zabójstwo w biurze PiS

I gdzie się wydarzyło? W Łodzi. Jak nic miasto szatana.


20.10.2010
PS - Strach teraz napisać cokolwiek krytycznego na temat PiSu i Jarosława, bo zaraz będzie się miało na karku zarzuty o podżeganie lub pomocnictwo. Obłęd.

Walka Torunia o ESK 2016

Następna część story o tym jak dzielnie walczyliśmy o ESK. Historia zasłyszana w kuluarach.

Dawno, dawno temu, w niewielkim miasteczku nad Wisłą, ktoś wpadł na błyskotliwy pomysł walki o tytuł ESK 2016. Burgermeister wyobraził sobie splendor jaki wraz z tym tytułem spłynie na jego dominium. Zawezwał tedy swoich posłańców, by rozjechali się na cztery strony świata, aby wiedzy wszelakiej garściami nabrać, i burmistrzowi swemu plany bitewne nakreślić, nim decyzja ostatecznie zapadnie. Wasz dziejopis podąży za jednym z rycerzy okrągłego stołu, który udał się zasięgnąć języka u mędrca miasta południa, które walkę takową wygrało. W swej łaskawości nobliwy mężczyzna sam zaproponował posłańcowi pogwarkę. Ruszył tedy rycerz, ze swoim woźnicą w długą, a niebezpieczną podróż. Gdy emisariusz dotarł do wyszynku w którym było umówione spotkanie zasiedli do stołu. Nie wiedzieć czemu woźnica zasiadł razem z możnymi, wiedzę tajemną spijając z ust mędrca. Poza wiedzą posłańcy spijali, miody wszelakie, winami węgierskimi się raczyli. Rycerzowi, który nie był wszak ułomkiem, okowita w czub poszła. Z każdym wychylonym kielichem mniej słuchał mędrca, a więcej swe mądrości prawił. Skryby nie piszą, czy woźnica w mądrości rzeczeniu rycerzowi sekundował, dalibóg w spijaniu nie pomagał, co by lejc nie stracić. Mędrzec zadziwiony posłańca zachowaniem taktownie podziękował za poczęstunek, i wyszynk opuścił. Wychodząc pomyślał: "Nie potrzebują oni wiedzy mojej, wszak buta i nieomylność z posłańca tego biją. Jeśli posłaniec tak hardy, cóż rzec można o włodarzu?". Wrócił tedy posłaniec z niczym.

Drogie dzieci, morał z tej opowieści taki. Jeśli ktoś mądrzejszy chce Wam pomóc, to morda w kubeł i słuchajcie, a może dowiecie się czegoś co Wam pomoże w osiągnięciu celu.