Chcąc, nie chcąc muszę oglądać wiadomości telewizyjne. Słuchać bełkotu płynącego z ust szeroko pojmowanych osób publicznych. Słucham i uszom nie wierzę. Słyszę cynicznego delikwenta, który wykorzystuje śmierć rodziców swojej żony, żeby ugrać jak najwięcej w trakcie swoich 10 sekund sławy. Słyszę kobietę której autentycznie współczułem, teraz czuję niesmak.
28.02.2011
PS - Po odsłuchaniu wypowiedzi pana Marcina dla "Dziennika Bałtyckiego" już wiem, że to nie karierowicz. To zwykły prostak.
piątek, 18 lutego 2011
wtorek, 1 lutego 2011
Przepaść polsko-czeska
Jest wiele powodów dla których uważam Czechów za wzór zdrowego rozsądku, poczucia humoru, przedsiębiorczości itd., itp. Długo by wymieniać. Następny argument trafił do mnie niedawno. Co robi Polak, gdy zapruszy głowę w knajpie, a na imprezę wybrał się samochodem? Jedzie autem do domu po pijaku, zrzuca się ze znajomymi na taksówkę, albo jedzie sam, i z własnej kieszeni pokrywa rachunek, co kończy się domową dziurą budżetową, jeśli mieszka np. w podtoruńskiej Pigży. Nasi południowi sąsiedzi znaleźli rozwiązanie nierozwiązywalnego. Dzwonisz pijany z knajpy i prosisz o taksówkę z dwoma kierowcami. Jeden wiezie Ciebie, drugi prowadzi Twoje autko. Za całą przyjemność płacisz mniej niż za normalny kurs. Rządzący umożliwiają Ci rozsądne wyjście z sytuacji dopłacając firmom taksówkarskim do takich kursów. Szok, nieprawdaż? Nie do pomyślenia w prywislanskim kraju. W Polsce dalej króluje mentalność rodem z komuny, może nawet zaborów. Represyjne podejście do obywatela, którego trzeba karać, lać, gnębić, żeby nie przyszła mu ochota podnieść głowy znad koryta i spojrzeć w niebo.
środa, 26 stycznia 2011
Śmierć dwulatki
Zawsze w takiej sytuacji w tyle głowy jest myśl. A jeśli to wszystko nieprawda. A jeśli tylko dlatego, że raz (w sposób obrzydliwy a okrutny) powinęła mu się noga nikt nie pomyśli, by dać wiarę jego słowom. A jeśli wydzierająca się i grożąca mu śmiercią tłuszcza wydała wyrok na niewinnego człowieka? Perspektywa takiego życia budzi prawdziwe przerażenie.
I kto tutaj jest tłuszczą?
PS - Jak zawsze przy typowych hardcore`ach zostają zgliszcza. Psychicznie zmiażdżeni ludzie. Mecz z samymi przegranymi.
:(
I kto tutaj jest tłuszczą?
PS - Jak zawsze przy typowych hardcore`ach zostają zgliszcza. Psychicznie zmiażdżeni ludzie. Mecz z samymi przegranymi.
:(
czwartek, 20 stycznia 2011
Słowo się rzekło, kobyła u płotu
Straszne rzeczy się dzieją. Zwichrowani psychicznie kolesie mordują ludzi, gwałcą nastolatki, wsie stoją pod wodą, a rządzą nami zdrajcy i ruscy agenci.
Furda.
Są ważniejsze, a przede wszystkim przyjemniejsze rzeczy :D
Pisano o nim w 1608 roku: „... siła psia znaczy się grzbietem, który ma być kształtny, kościsty, pieczeniasty i długi. Pod takim grzbietem noga żyłowata (bo siłę psią nie do zapasów tu kładziemy, ale do biegu, nie jako frezowi, ale jako zawodnikowi). Stopa ma być podługowata, bo pies z krótką stopą każdy się poodbija, co wada wielka, i nic mu po wszystkiem. Cuch zasię znaczy się nosem a trąbą, bo nosem wiatru nabiera, a trąba go mózgowi podaje. Stąd że nos ma być wielki, nozdrza przestronna, wilgotna, a pospolicie dobry leżąc rad nosem rucha, jakoby wąchając wszystko. Trąba zasię ma być niezagarlona, między oczami przestronna, długa.”
( Jan hr. Ostroróg - „Myślistwo z ogary” )
Za młodu wyglądają ślicznie, jak wszystkie szczeniaki, poniżej przykład:

źródło: http://www.polskiogar.com/
Szczególną uwagę zwracam na mistrza drugiego planu, indywiduum z przy lewej krawędzi kadru :)
Mniejsza z tym jak za młodu. Ważne,że niedługo spełnimy długo spychane na drugi plan pragnienie posiadania psa. Nie jakiegokolwiek. Takiego właśnie. Z taką historią, i tak wyglądającego. Długo można by mówić. Z wielką radością zostawiam tu ślad podjęcia nieodwracalnych kroków w celu przyjęcia do stadła ogara polskiego.
Przybliżony czas przybycia długouchego zawodnika: koniec lata/wczesna jesień.
Mam cichą nadzieję, że to początek pięknej sfory ;)
Furda.
Są ważniejsze, a przede wszystkim przyjemniejsze rzeczy :D
Pisano o nim w 1608 roku: „... siła psia znaczy się grzbietem, który ma być kształtny, kościsty, pieczeniasty i długi. Pod takim grzbietem noga żyłowata (bo siłę psią nie do zapasów tu kładziemy, ale do biegu, nie jako frezowi, ale jako zawodnikowi). Stopa ma być podługowata, bo pies z krótką stopą każdy się poodbija, co wada wielka, i nic mu po wszystkiem. Cuch zasię znaczy się nosem a trąbą, bo nosem wiatru nabiera, a trąba go mózgowi podaje. Stąd że nos ma być wielki, nozdrza przestronna, wilgotna, a pospolicie dobry leżąc rad nosem rucha, jakoby wąchając wszystko. Trąba zasię ma być niezagarlona, między oczami przestronna, długa.”
( Jan hr. Ostroróg - „Myślistwo z ogary” )
Za młodu wyglądają ślicznie, jak wszystkie szczeniaki, poniżej przykład:
źródło: http://www.polskiogar.com/
Szczególną uwagę zwracam na mistrza drugiego planu, indywiduum z przy lewej krawędzi kadru :)
Mniejsza z tym jak za młodu. Ważne,że niedługo spełnimy długo spychane na drugi plan pragnienie posiadania psa. Nie jakiegokolwiek. Takiego właśnie. Z taką historią, i tak wyglądającego. Długo można by mówić. Z wielką radością zostawiam tu ślad podjęcia nieodwracalnych kroków w celu przyjęcia do stadła ogara polskiego.
Przybliżony czas przybycia długouchego zawodnika: koniec lata/wczesna jesień.
Mam cichą nadzieję, że to początek pięknej sfory ;)
wtorek, 28 grudnia 2010
Akcja charytatywna
Gdzie nie spojrzę widzę dobrych ludzi którzy chcą komuś pomóc. Kup butelkę wody, a pomożesz zbudować studnie dla potrzebujących. Pieniądze zebrane na tym balu zostaną przekazane głodującym dzieciom. Kupno tej świeczki wspomoże nasze dzieło pomocy ubogim. Oni wszyscy angażują swój czas i umiejętności, żeby uczynić świat choć odrobinę lepszym. Skoro tyle robią, czy ja mogę być gorszy? Przecież nie żądają ode mnie wiele. Kilka złotych zaledwie, myślimy. I co robimy? Chwytamy za portfel, aby poprawić swoje samopoczucie. Poczuć się lepszymi. Wsłuchanymi w głos cierpiących. Bardzo dobrze. Znaczy się uczuciowość wyższa jest. Niestety mało kto zadaje sobie pytanie na które i tak, niczym od rzecznika korporacji, nie otrzyma wyczerpującej odpowiedzi. Jaki procent z tych pieniędzy trafi do potrzebujących? W znakomitej większości przypadków uczciwą odpowiedzią będzie... ułamek.
Wyśmienity przykład to szeroko rozumiana pomoc humanitarna. Znajomy pracujący na placówkach, w krajach Trzeciego Świata opowiadał jak to wygląda od środka. 80% środków finansowych przekazywanych przez donatorów ostatecznie trafia do centrali. Gdziekolwiek by się nie mieściła, w Anglii, Francji czy Czechach. Przecież trzeba z czegoś wypłacić pensje pracownikom, utrzymać biuro zapewnić łączność, etc. Salę na bal charytatywny opłacić, a stearyny na świece też nie da nikt za darmo. Sposób w jaki wydawane są pieniądze, bez względu na to czy jest to Afganistan, czy Sudan, to temat na inne rozległe opowiadanie. Trzeba Wam wiedzieć, że charytatywność to doskonały i wielce dochodowy interes. Sprzedawanie dobrego samopoczucia? Bezcenne. Czy nie lepiej zatem zrobić tak jak niektórzy spośród nas? Pójść do MOPS, czy MOPR, spytać o namiary i potrzeby. Dokonać rozeznania poprzez rozpytanie, tak by pewnie powiedział policjant :) Kupić karton, wypełnić go wszelakimi dobrami i zanieść/wysłać potrzebującym. Będziesz mieć pewność co się stało z Twoimi pieniędzmi ;) Na pohybel pośrednikom.
Oczywiście jest kilka organizacji, które nie pompują kosztów i kierują się ideami, ale głupi nie jesteście i wiecie, że są w znakomitej mniejszości.
Wyśmienity przykład to szeroko rozumiana pomoc humanitarna. Znajomy pracujący na placówkach, w krajach Trzeciego Świata opowiadał jak to wygląda od środka. 80% środków finansowych przekazywanych przez donatorów ostatecznie trafia do centrali. Gdziekolwiek by się nie mieściła, w Anglii, Francji czy Czechach. Przecież trzeba z czegoś wypłacić pensje pracownikom, utrzymać biuro zapewnić łączność, etc. Salę na bal charytatywny opłacić, a stearyny na świece też nie da nikt za darmo. Sposób w jaki wydawane są pieniądze, bez względu na to czy jest to Afganistan, czy Sudan, to temat na inne rozległe opowiadanie. Trzeba Wam wiedzieć, że charytatywność to doskonały i wielce dochodowy interes. Sprzedawanie dobrego samopoczucia? Bezcenne. Czy nie lepiej zatem zrobić tak jak niektórzy spośród nas? Pójść do MOPS, czy MOPR, spytać o namiary i potrzeby. Dokonać rozeznania poprzez rozpytanie, tak by pewnie powiedział policjant :) Kupić karton, wypełnić go wszelakimi dobrami i zanieść/wysłać potrzebującym. Będziesz mieć pewność co się stało z Twoimi pieniędzmi ;) Na pohybel pośrednikom.
Oczywiście jest kilka organizacji, które nie pompują kosztów i kierują się ideami, ale głupi nie jesteście i wiecie, że są w znakomitej mniejszości.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)