Jak co roku wywiesiłem prostokątny kawał materiału o proporcjach 5:8 podzielony na dwa poziome pasy: biały i czerwony. W ten sposób celebruję to święto. Mało hucznie i spektakularnie, za to szczerze.
Przykre, że jako jeden z niewielu we wsi przyozdobiłem dom biało-czerwoną.
Tymczasem inni wolą się napierdalać między sobą, bądź z policją. Najchętniej to i to. Haniebne. Haniebne i przykre. Nacjonaliści mieli być tacy nowocześni, odpicowani, i patriotyczni. Wyszło jak zazwyczaj, gdy ogolone łby za coś się biorą. Tutaj nie miałem złudzeń. Co do nimieckich antyfaszystów, to serdecznie wam dziękuję za rozpieprzenie święta narodowego Niepodległej. Zajmijcie się swoimi faszystami, którzy gardłują i zdobywają mentalne przyczółki w waszych wschodnich landach. Z rodzimymi baranimi łbami poradzimy sobie sami. Jak zwykle wasza pomoc wyszła nam bokiem.
Wisienką na gównianym torcie, w jaki w Warszawie przemieniono święto, są nerwowe, pod publiczkę planowane ruchy. Baranie polityczne łby chcą tworzyć nowe przepisy i prawa. Pewnie, lepiej jak jest więcej, czyż nie? Mało mamy martwych praw, i przepisów których aparat państwowy nie potrafi stosować. Zróbmy zatem coś, cokolwiek. Potem to szybko przegłosujmy.
Zanim ktokolwiek się zorientuje, że to zwykły debilizm.
Flagę ściągnę w niedzielę wieczorem. Na święta majowe mam nadzieję mieć już porządny biało-czerwony maszt.
sobota, 12 listopada 2011
wtorek, 8 listopada 2011
poniedziałek, 7 listopada 2011
PLP Toruń 2011
Serce roście :D Tak to teraz się robi w Toruniu :D
Lata temu człowiek oglądał one4one i podziwiał, zazdrościł. Teraz rodzime produkcje niewiele ustępują tamtym amerykańskim. Cudownie, że komuś się chce. Wspaniale, że poziom organizacji turnieju w niczym nie przypomina turniejów sprzed lat - kretowiska, gówna, a do powietrza daleko. Po prostu PRO. "Fellas" na koszulkach, to cieszy serce jak nic. Bez względu na to co się działo. Przyglądam się ewolucji brandu jakim stało się GF, troszkę jak staruszek siedzący na ławce przed domem, podziwiający raczkującego wnuka. Nie wiedzieć kiedy wnuk wrócił z magisterium.
Cieszy, bardzo cieszy.
PS - Za pociśnięcie WU gratulacje specjalne Panowie :D
piątek, 4 listopada 2011
Sieć ze ściany
Nareszcie! Wielki dzień w domu Gucia! W końcu wyrwałem się getta cyfrowego wykluczenia. Mamy w domu internet z gniazdka. Koniec problemów z transferem, koniec problemów z wysyłaniem i ściąganiem plików, koniec problemów z pracą!
To trochę tak, jak wykąpać się po miesiącu w ciepłej wodzie :) Z tym, że ciepła woda nie jest niezbędna do pracy.
Nie zapomnę tego sędziwego kretyna z TARR S.A. w Toruniu, który stwierdził, że internet nie jest mi potrzebny do pracy. Z kretynem się nie dyskutuje :)
Whatever. Życie wraca powoli do normy.
To trochę tak, jak wykąpać się po miesiącu w ciepłej wodzie :) Z tym, że ciepła woda nie jest niezbędna do pracy.
Nie zapomnę tego sędziwego kretyna z TARR S.A. w Toruniu, który stwierdził, że internet nie jest mi potrzebny do pracy. Z kretynem się nie dyskutuje :)
Whatever. Życie wraca powoli do normy.
czwartek, 3 listopada 2011
Mentalne złogi
Na świecie jest tyle piękna... czasami boję się,że tego nie wytrzymam... i pęknie mi serce - powiedział Ricky Fitts.
Mam to samo, ale piękna nie ma tutaj za grosz.
Ile można znieść spazmów matek, którym zginęły/zabiły się/zostały zabite/zaginęły dzieci. Łkania żon, których mężów zabili pijani kierowcy, kobiet których siostry mogły jeszcze długo i szczęśliwie żyć. Ile spalonych domów oglądać.
Żebym z kamienia był...
To wszystko gdzieś się odkłada, zalega złogami, warstwa po warstwie. Dzień po dniu zatruwa myśl. Gnije gdzieś w środku. Nie da się tego zracjonalizować. Wyprzeć. Pytanie tylko ile wytrzymasz, jak długo dasz radę brać się z tym za bary.
Gdy żartujesz z tego, ludzie patrzą na Ciebie jak na dewianta. Jakby sami durnie nie chichotali, gdy ich nerwy były napięte jak postronki. Gdy wulgaryzujesz, patrzą jak na gruboskórnego chama, zapominają, że targani emocjami robią to samo.
Zrozumieją ci, którzy żyją tak samo. Jest w województwie taki jeden, ale z nim nie chce mi się o tym gadać.
Mam to samo, ale piękna nie ma tutaj za grosz.
Ile można znieść spazmów matek, którym zginęły/zabiły się/zostały zabite/zaginęły dzieci. Łkania żon, których mężów zabili pijani kierowcy, kobiet których siostry mogły jeszcze długo i szczęśliwie żyć. Ile spalonych domów oglądać.
Żebym z kamienia był...
To wszystko gdzieś się odkłada, zalega złogami, warstwa po warstwie. Dzień po dniu zatruwa myśl. Gnije gdzieś w środku. Nie da się tego zracjonalizować. Wyprzeć. Pytanie tylko ile wytrzymasz, jak długo dasz radę brać się z tym za bary.
Gdy żartujesz z tego, ludzie patrzą na Ciebie jak na dewianta. Jakby sami durnie nie chichotali, gdy ich nerwy były napięte jak postronki. Gdy wulgaryzujesz, patrzą jak na gruboskórnego chama, zapominają, że targani emocjami robią to samo.
Zrozumieją ci, którzy żyją tak samo. Jest w województwie taki jeden, ale z nim nie chce mi się o tym gadać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
