czwartek, 30 września 2010

dopalacze.com

No i Państwo się doigrało.

Zamiatanie, od wielu lat, pod dywan problemu narkotyków pięknie zaowocowało. Państwo nie doceniło polskiej zaradności. Ma teraz na głowie problem. Kurewsko poważny problem, którego nie da się załatwić jednym ruchem. Istnieje ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, której uchwały jakiejkolwiek rady miasta, nie zmienią. Wpisywanie na listę specyfików którymi nie można handlować nic nie da. Szwadrony chemików bez problemu stworzą nowe związki (pozdrawiam Cię Piotrze, gdziekolwiek jesteś, mam nadzieję, że żyjesz w dobrym zdrowiu), o podobnym działaniu. Handel w sklepach z dopalaczami będzie kwitł.

I tak w kółko Macieju.

A przecież można było stworzyć prawo na europejskim poziomie. To i owo zalegalizować. Państwo czerpałoby profity z akcyzy. Mafia straciłaby 1/3 zysków. Pieniądze z akcyzy można by przeznaczyć na walkę ze zorganizowaną przestępczością, z narkomanią. Policja nie zajmowałaby się duperelami.
Można?
Oczywiście.
Nie możesz czegoś zwalczyć, zaakceptuj to. Nie do przyjęcia? Wszak to Привислинский край.
Lekarzom więcej problemów sprawia odtruwanie gówniarzy którzy trują się wciąż nowymi środkami, niż detoksykacja ze środków znanych.

Mamy piękny przykład efektów braku woli politycznej, braku woli brania się za bary z problemami. W tym wypadku zwrotna jest błyskawiczna, bo sytuachja jest dynamiczna [pozdrawiamy policję :)].
Strach pomyśleć jakie będą efekty zamiatania pod stół innych problemów. Służba zdrowia, emerytury. Tutaj fala jest dłuższa, ale wktoce jej grzbiet sie załamie. Jak w tsunami, efekty będa druzgocące.

3 komentarze:

Kasia pisze...

Wczoraj kolega z Pragi mocno się zdziwił, widząc sklep, którego nazwę przytoczyłeś w tytule. W Czechach nie ma problemu z dopalaczami - nie wiem, czy to tylko kwestia legalności "pewnych środków" u nich, czy zwyczajnie - rozsądku...

Leniu pisze...

Fakt, rozsądkiem to ten narodek nie grzeszy. Zawsze uważałem, że Czesi biją nas o głowę, na każdym polu. Także jeśli chodzi o pragmatyzm.
Zdecydowanie uważam, że lepiej obłaskawiać znanego szatana, niż brać się za bary z zupełnie obcym, a do tego doszło, dlatego, że nikt nie miał odwagi ogarnąć tematu.

PS - Miło ponownie zobaczyć ;)

Pzdr.

Kasia pisze...

bywam, bywam - tylko nie zawsze się odzywam;)

a Czechofilką też jestem już od jakiegoś czasu:)